Strona główna Artykuły Rozhulane spojrzenie na hulajnogi

Rozhulane spojrzenie na hulajnogi

57
0

Hulajnogi elektryczne mocno wpisały się w miejski krajobraz. Niestety, często są to obrazy niewłaściwego parkowania tych z wypożyczalni, a więc rozhulane i wykrzywiające ogląd tego, jak hulajnoga może nam się przydać. Spójrzmy na nią jak na przyjaciela w codziennym trudzie. Przyjaciel – duże słowo – ale z prostych wyliczeń wynika, że korzystniej mieć hulajnogę na stałe, niż zdać się na przelotne kontakty.

Hulajnoga, która w świetle prawa jest urządzeniem transportu osobistego (UTO), nie musi być kumplem wszystkich, chociaż chyba każdemu miło czasem lightowo śmignąć. Z pewnością za to najszybciej zaprzyjaźni się z hulajnogą elektryczną każdy, kto dojeżdża pociągiem podmiejskim lub metrem, a nie mieszka blisko stacji, czy dworca lub/i ze stacji na uczelnię też ma kawałek. Właśnie dla niego wręcz stworzona jest forma dojazdów łącząca różne środki komunikacji, zwana jumpingiem. Wiadomo – nie dlatego, że skacze się po rampach, ale że można gdzieś szybko podskoczyć. Na przykład w porze obiadowej śmignąć przed innymi do Zajadalni, Nawojki czy Sigmy, co ma swoje oczywiste dobre strony.

Dlaczego lepiej własną hulajnogą? Zasadnicze powody są dwa. Nie chcesz się spóźnić na zajęcia, prawda? A jaką masz pewność, że rano dorwiesz hulajnogę elektryczną na przykład w swoim Zabierzowie albo na Bemowie? Powód drugi: taniej to wychodzi. Policzyliśmy, nieco tylko zaokrąglając ceny i czas potrzebny do pokonania dystansu. U większości operatorów opłata startowa wynosi 2 zł, a minuta korzystania kosztuje około 50 gr. Ponieważ jesteśmy odpowiedzialni, dostosowujemy prędkość do warunków jazdy, w związku z czym przyjmujemy średnią prędkość 15 km/h. Załóżmy że uśredniona odległość z domu na stację i ze stacji na uczelnię wynosi zaledwie 2,5 km. Tam z i powrotem…, czyli cztery kursy… W sumie 10 km przejedziemy w 40 minut za co zapłacimy 20 złotych, co z czterema opłatami startowymi da nam (a raczej zabierze) 28 zł na dzień. Nawet jeśli na zajęcia jeździmy 10 razy w miesiącu (szczęśliwcy), nie musimy odwiedzać czytelni i nie prowadzimy życia towarzyskiego, to wychodzi konkretny pieniądz. A weźmy najprostszą sytuację – dojazd na zajęcia tylko jednym środkiem komunikacji – marne 3 km. Dziennie wyjdzie 16 zł. Dziesięć dni i robi się złotych 160, a tymczasem hulajnogę elektryczną możemy mieć na raty za czterdzieści kilka złotych miesięcznie! I nic to, że nie poszalejemy w zimie.
Piszemy z przekonaniem, bo mieliśmy możliwość, żeby się o zaletach elektrycznych hulajnóg przekonać. Pojeździliśmy sobie hulajnogami SMiGi (dziękujemy firmie EVP) i na ich podstawie chcemy coś tam, coś tam podpowiedzieć. Tak, koszt raty też wzięliśmy z ich strony.

Podstawowe parametry różnicujące hulajnogi elektryczne to zasięg na jednym ładowaniu, prędkość i waga. Jeżeli jesteś kobietą, to wybór wydaje się najprostszy – kieruj się wagą. Hulajnogę elektryczną czasem przenieść trzeba, dlatego docenisz hulajki wykonane z włókna węglowego, jak SMiGi Streeter, która waży zaledwie 7,5 kg. Jej waga cieszy kręgosłup, a stylistyka i kolorystyka cieszą oczy. 30 kilometrów zasięgu pozwala bezstresowo śmigać na uczelnię, nawet jeśli jest do niej daleko i pod górkę.

Cięższa, mocniejsza, pozwalająca na bardziej przebojowe poruszanie się w miejskiej dżungli to hulajnoga elektryczna SMiGi City. Ta wydaje się wręcz stworzona do jumpingu. Rozwijający prędkość 25 km/h i osiągający dystans 30 km model waży zaledwie 14,5 kg. Jego ważnym wyróżnikiem są duże koła z dwoma amortyzatorami, co szczególnie docenialiśmy tak na brukowanych ulicach Starego Miasta, jak i na traktach z betonowej kostki.

Jeśli szukasz największej wygody to możemy podpowiedzieć hulajnogę elektryczną SMiGi Fit Rider. To sprzęt skrojony dla wielbicieli dłuższych wyjazdów. Jej zasięg, wynoszący 60 kilometrów, daje swobodę wypadów poza miasto. Model Fit Rider, poza dmuchanymi kołami, wyróżnia wymienna bateria i szeroka kierownica o regulowanej wysokości.

Pomyśl i przekalkuluj, czy hulajnoga elektryczna nie powinna być Twoim przyjacielem. A potem przymierz się do swojego typu i modelu.

Autorka: Karolina Adamczyk